Wczoraj było nieco z
przymrużeniem oka i przejaskrawieniem o sytuacji, która może spotkać każdego z
nas. Dzisiaj natomiast poważniej i na temat, którym zainteresowani będą przede
wszystkim pasjonaci, tudzież studenci, którzy właśnie uczą się do egzaminu z
prawa rzeczowego.
Rzecz będzie o relacjach
polsko-niemieckich, na szczęście nie w kontekście często nadużywanego przez
niektórych polityków pojęcia „kondominium” czy osławionej „zakamuflowanej opcji
niemieckiej”, ale w wymiarze czysto prawnym. Porównam regulacje prawne
dotyczące przeniesienia własności w polskim i niemieckim porządku prawnym.
W polskim prawie, zgodnie z art.
155 § 1 Kodeksu cywilnego, do przeniesienia własności rzeczy wystarczająca jest
jedna czynność tj. zawarcie odpowiedniej umowy (np. sprzedaży, darowizny etc.).
Umowa ta wywiera tzw. podwójny skutek, czy bardziej fachowo mówiąc jest
czynnością zobowiązująco-rozporządzającą. Oznacza to, że stajesz się
właścicielem rzeczy już w chwili zawarcia umowy, bez względu na to, czy
sprzedawca przekazał ci już fizycznie rzecz. Czyli, jak kupisz na allegro prezent
dla mamy, to jesteś jego właścicielem od razu po dokonaniu przelewu należności za prezent, nawet jeśli
nie dostałeś go jeszcze pocztą. Żeby być precyzyjnym, zasada to dotyczy tzw.
rzeczy oznaczonych co do tożsamości, a więc rzeczy o sprecyzowanych właściwościach
np. samochód o konkretnym numerze nadwozia. Nie dotyczy to rzeczy oznaczonych
co do gatunku czyli np. jakiekolwiek samochodu z danej serii, jeszcze bez
numeru nadwozia i numeru rejestracyjnego.
W prawie niemieckim natomiast tak
nie jest. Aby przeszła własność wymagane jest zawarcie dwóch odrębnych
czynności: czynności zobowiązującej oraz czynności rozporządzającej (§ 929 ust.
1 Burgerliche Gesetztbuch tj. niemieckiego kodeksu cywilnego, dalej: BGB).
Własność przechodzi na nabywcę dopiero po skutecznym zawarciu czynności rozporządzającej.
Czyli, jak kupisz towar na aukcji elektronicznej, to nie stajesz się jego właścicielem
wraz z zakończeniem tej aukcji, ale dopiero, gdy otrzymasz towar pocztą. Zakup
towaru na aukcji będzie bowiem czynnością zobowiązującą, zaś otrzymanie towaru
pocztą czynnością rozporządzającą. Co istotne, zgodnie z tzw. zasadą
abstrakcyjności, czynność rozporządzająca i czynność zobowiązująca są od siebie
niezależne tj. wadliwość czynność zobowiązującej nie powoduje automatycznie
wadliwości czynności rozporządzającej. W takim przypadku własność przechodzi na
podstawie jedynie umowy rozporządzającej, ale strona wadliwej czynności
zobowiązującej może skutecznie żądać zwrotu tak nabytej rzeczy na podstawie
przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu.
Polski ustawodawca jest jednak niekonsekwentny
i wprowadza szereg wyjątków, gdy zastosowanie znajduje opcja niemiecka tj. gdy
własność przechodzi dopiero po zawarciu drugiej, rozporządzającej umowy.
Wyjątek taki znajdziemy w przypadku nabycia tzw. rzeczy oznaczonych co do
gatunku (art. 155 § 2 Kodeksu cywilnego), czyli wspomnianego już samochodu z
danej serii bez numeru nadwozia i numeru rejestracyjnego, a także w przypadku
nabycia rzeczy od nieuprawnionego, czyli, gdy złodziej próbuje obchnąć ci skradzionego
Bentleja (art. 169 Kodeksu cywilnego).
Z nieprawniczego punktu widzenia
żadnej różnicy pomiędzy regulacją polską i niemiecką nie ma – skutek jest ten
sam, własność przechodzi. Z perspektywy odpowiedzialności prawnej różnica jest
jednak diametralna. Odpowiedzialność ta rozkłada się w zupełnie inny sposób w
obu przypadkach. Najłatwiej będzie przedstawić to za pomocą poniższych
historyjek:
Przypadek 1:
Edward prowadzi antykwariat, w
którym sprzedaje białe kruki. Pewnego dnia antykwariat Edwarda odwiedza Józef,
który chce kupić swojej żonie – miłośniczce literatury – prezent na 30stą rocznicę
ślubu. Po długim zastanowieniu Józef wybiera w końcu egzemplarz „Pana Tadeusza”
z unikalnymi zdobieniami introligatora. Płaci
Edwardowi cenę w wysokości 20.000,00 zł i umawia się na odbiór za kilka dni,
gdy uda mu się kupić odpowiednie pudełko na prezent.
Prawo polskie:
Właścicielem książki z chwilą zapłaty
ceny stał się Józef.
Prawo niemieckie:
Właścicielem książki jest wciąż
Edward, gdyż zawarto tylko umowę zobowiązującą. Józef stanie się właścicielem
książki, gdy ją odbierze.
Przypadek 2:
W następny dzień po wizycie
Józefa, do antykwariatu Edwarda przychodzi Zosia, która szuka unikatowych wydań
klasyki. Edward prezentuje jej całą ofertę w zakresie klasyki, ale nic nie
satysfakcjonuje Zosi. Wtem Zosia dostrzega „Pana Tadeusza”, którego Edward sprzedał
Józefowi. Edward nic nie wspomina Zosi, że książka jest już sprzedana. Książka tak
bardzo podoba się Zosi, że proponuje Edwardowi, iż zapłaci za nią aż 40.000,00
zł. Edward przystaje na propozycje i sprzedaje książkę Zosi. Zosia płaci cenę
40.000,00 zł, ale książki nie odbiera, gdyż obawia się wracać samotnie z takim unikatem
w kieszeni. Umawia się na odbiór książki za kilka godzin, gdy przyjdzie po nią
wraz z mężem.
Prawo polskie:
Właścicielem książki jest wciąż
Józef, mimo, że Edward sprzedał ponownie książkę Zosi, a Zosia zapłaciła cenę. Sprzedaż
książki Zosi będzie bowiem transakcją nabycia rzeczy od nieuprawnionego. W taki
przypadku własność przechodzi dopiero z chwilą wykonania umowy
rozporządzającej, czyli wydania rzeczy (art. 169 § 1 Kodeksu cywilnego). Zosia
nie odebrała książki, nie doszło więc do wykonania umowy rozporządzonej.
Własność nie przeszła.
Prawo niemieckie:
Właścicielem książki jest wciąż
Edward, gdyż książka nie została odebrana ani przez Józefa ani przez Zosię. Do
skutku nie doszła więc czynność rozporządzająca, warunkująca przejście
własności.
Przypadek 3
Zosia wraz z mężem odbiera książkę
w antykwariacie.
Prawo polskie:
Właścicielem książki jest Zosia,
gdyż odebrała książkę i była w dobrej wierze tj. nie wiedziała, że Edward
sprzedał już książkę Józefowi (art. 169 § 1 Kodeku cywilnego).
Prawo niemieckie:
Właścicielem książki jest Zosia –
poprzez odbiór książki doszła do skutku czynność rozporządzająca. Inaczej niż w
prawie polskim jest to jedyna podstawa przejścia własności tj. dobra wiara Zosi
lub jej brak nie ma znaczenia.
Przypadek 4
Do antykwariatu Edwarda
przychodzi Ania. W tym czasie Edward przebywa na zapleczu, ale przy ladzie stoi
jego 12 letni syn – Tomek. Tomek sprzedaje Ani unikalne wydanie „Potopu”, które
kiedyś wraz z siostrą Jagodą otrzymał w prezencie od babci. Ania płaci cenę w wysokości 1.000,00 zł, postanawia jednak,
że odbierze książkę za 2 godziny. Po 2 godzinach Ania wraca do antykwariatu.
Nie ma już w nim Tomka, jest jednak siostra Tomka – Jagoda. Jagoda wydaje książkę
Ani. Jagoda ma skończone 18 lat.
Prawo polskie:
Właścicielem książki jest nadal Tomek.
Tomek jako małoletni nie mógł bowiem zawrzeć z Anią umowy, na mocy której sprzedał
książkę wartą 1.000 zł. Umowa ta jest bezwzględnie nieważna (art. 14 § 1 Kodeksu
cywilnego) i w konsekwencji Ania nie nabyła skutecznie własności książki.
Prawo niemieckie:
Właścicielem książki staje się Ania.
Czynność zobowiązująca jest co prawda wadliwa, gdyż została zawarta z małoletnim
Tomkiem, ale ważna jest czynność rozporządzająca (odbiór książki od Jagody,
będącej współwłaścicielką książki). Wadliwość czynności zobowiązującej nie
wpływa na ważność czynności rozporządzającej. Ania przestanie być właścicielem książki
dopiero, gdy Tomek lub Jagoda podniesienie skutecznie zarzut bezpodstawnego
wzbogacenia. Odpadła bowiem podstawa do wydania książki Ani (dokonania
czynności rozporządzającej), gdyż sprzedaż książki przez Tomka (czynność
zobowiązująca) była nieważna.
Mam nadzieję, że dobrnęliście do
końca przez antykwariat Edwarda ;-) komu się udało i czuje się lekko
zaprzyjaźniony z prawem naszego sąsiada, temu proponuję integrację także w sferze
kulturowej, a właściwie rozrywkowej. Polecam utwór niemieckiego zespołu (co
prawda śpiewany po angielsku, niemiecki przez długość wyrazów nie nadaje się do
tego by go śpiewać, chyba, że ma to być marszruta), którego słuchałam, pisząc
dzisiejszy post:
Nawet nie wiedziałam, że w ten sposób jest to uregulowane w prawie niemieckim. No proszę, krótko mówiąc.. my, Polacy, powinniśmy posiadać czarodziejską kulę, z której będziemy mogli się dowiedzieć, czy dana rzecz jest kradziona, czy też nie.. a Niemcy, jako Ci bardziej uporządkowani, stwierdzili: że po co mają sobie głowę czymś takim zaprzątać. Krótko mówiąc - nie miała baba kłopotu...
OdpowiedzUsuń