sobota, 2 czerwca 2012


Wczoraj było nieco z przymrużeniem oka i przejaskrawieniem o sytuacji, która może spotkać każdego z nas. Dzisiaj natomiast poważniej i na temat, którym zainteresowani będą przede wszystkim pasjonaci, tudzież studenci, którzy właśnie uczą się do egzaminu z prawa rzeczowego.

Rzecz będzie o relacjach polsko-niemieckich, na szczęście nie w kontekście często nadużywanego przez niektórych polityków pojęcia „kondominium” czy osławionej „zakamuflowanej opcji niemieckiej”, ale w wymiarze czysto prawnym. Porównam regulacje prawne dotyczące przeniesienia własności w polskim i niemieckim porządku prawnym.

W polskim prawie, zgodnie z art. 155 § 1 Kodeksu cywilnego, do przeniesienia własności rzeczy wystarczająca jest jedna czynność tj. zawarcie odpowiedniej umowy (np. sprzedaży, darowizny etc.). Umowa ta wywiera tzw. podwójny skutek, czy bardziej fachowo mówiąc jest czynnością zobowiązująco-rozporządzającą. Oznacza to, że stajesz się właścicielem rzeczy już w chwili zawarcia umowy, bez względu na to, czy sprzedawca przekazał ci już fizycznie rzecz. Czyli, jak kupisz na allegro prezent dla mamy, to jesteś jego właścicielem od razu po dokonaniu przelewu należności za prezent, nawet jeśli nie dostałeś go jeszcze pocztą. Żeby być precyzyjnym, zasada to dotyczy tzw. rzeczy oznaczonych co do tożsamości, a więc rzeczy o sprecyzowanych właściwościach np. samochód o konkretnym numerze nadwozia. Nie dotyczy to rzeczy oznaczonych co do gatunku czyli np. jakiekolwiek samochodu z danej serii, jeszcze bez numeru nadwozia i numeru rejestracyjnego.

W prawie niemieckim natomiast tak nie jest. Aby przeszła własność wymagane jest zawarcie dwóch odrębnych czynności: czynności zobowiązującej oraz czynności rozporządzającej (§ 929 ust. 1 Burgerliche Gesetztbuch tj. niemieckiego kodeksu cywilnego, dalej: BGB). Własność przechodzi na nabywcę dopiero po skutecznym zawarciu czynności rozporządzającej. Czyli, jak kupisz towar na aukcji elektronicznej, to nie stajesz się jego właścicielem wraz z zakończeniem tej aukcji, ale dopiero, gdy otrzymasz towar pocztą. Zakup towaru na aukcji będzie bowiem czynnością zobowiązującą, zaś otrzymanie towaru pocztą czynnością rozporządzającą. Co istotne, zgodnie z tzw. zasadą abstrakcyjności, czynność rozporządzająca i czynność zobowiązująca są od siebie niezależne tj. wadliwość czynność zobowiązującej nie powoduje automatycznie wadliwości czynności rozporządzającej. W takim przypadku własność przechodzi na podstawie jedynie umowy rozporządzającej, ale strona wadliwej czynności zobowiązującej może skutecznie żądać zwrotu tak nabytej rzeczy na podstawie przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu.

Polski ustawodawca jest jednak niekonsekwentny i wprowadza szereg wyjątków, gdy zastosowanie znajduje opcja niemiecka tj. gdy własność przechodzi dopiero po zawarciu drugiej, rozporządzającej umowy. Wyjątek taki znajdziemy w przypadku nabycia tzw. rzeczy oznaczonych co do gatunku (art. 155 § 2 Kodeksu cywilnego), czyli wspomnianego już samochodu z danej serii bez numeru nadwozia i numeru rejestracyjnego, a także w przypadku nabycia rzeczy od nieuprawnionego, czyli, gdy złodziej próbuje obchnąć ci skradzionego Bentleja (art. 169 Kodeksu cywilnego).

Z nieprawniczego punktu widzenia żadnej różnicy pomiędzy regulacją polską i niemiecką nie ma – skutek jest ten sam, własność przechodzi. Z perspektywy odpowiedzialności prawnej różnica jest jednak diametralna. Odpowiedzialność ta rozkłada się w zupełnie inny sposób w obu przypadkach. Najłatwiej będzie przedstawić to za pomocą poniższych historyjek:

Przypadek 1:
Edward prowadzi antykwariat, w którym sprzedaje białe kruki. Pewnego dnia antykwariat Edwarda odwiedza Józef, który chce kupić swojej żonie – miłośniczce literatury – prezent na 30stą rocznicę ślubu. Po długim zastanowieniu Józef wybiera w końcu egzemplarz „Pana Tadeusza” z unikalnymi zdobieniami introligatora. Płaci Edwardowi cenę w wysokości 20.000,00 zł i umawia się na odbiór za kilka dni, gdy uda mu się kupić odpowiednie pudełko na prezent.

Prawo polskie:                                
Właścicielem książki z chwilą zapłaty ceny stał się Józef.
Prawo niemieckie:                         
Właścicielem książki jest wciąż Edward, gdyż zawarto tylko umowę zobowiązującą. Józef stanie się właścicielem książki, gdy ją odbierze.

Przypadek 2:
W następny dzień po wizycie Józefa, do antykwariatu Edwarda przychodzi Zosia, która szuka unikatowych wydań klasyki. Edward prezentuje jej całą ofertę w zakresie klasyki, ale nic nie satysfakcjonuje Zosi. Wtem Zosia dostrzega „Pana Tadeusza”, którego Edward sprzedał Józefowi. Edward nic nie wspomina Zosi, że książka jest już sprzedana. Książka tak bardzo podoba się Zosi, że proponuje Edwardowi, iż zapłaci za nią aż 40.000,00 zł. Edward przystaje na propozycje i sprzedaje książkę Zosi. Zosia płaci cenę 40.000,00 zł, ale książki nie odbiera, gdyż obawia się wracać samotnie z takim unikatem w kieszeni. Umawia się na odbiór książki za kilka godzin, gdy przyjdzie po nią wraz z mężem.

Prawo polskie:
Właścicielem książki jest wciąż Józef, mimo, że Edward sprzedał ponownie książkę Zosi, a Zosia zapłaciła cenę. Sprzedaż książki Zosi będzie bowiem transakcją nabycia rzeczy od nieuprawnionego. W taki przypadku własność przechodzi dopiero z chwilą wykonania umowy rozporządzającej, czyli wydania rzeczy (art. 169 § 1 Kodeksu cywilnego). Zosia nie odebrała książki, nie doszło więc do wykonania umowy rozporządzonej. Własność nie przeszła.

Prawo niemieckie:
Właścicielem książki jest wciąż Edward, gdyż książka nie została odebrana ani przez Józefa ani przez Zosię. Do skutku nie doszła więc czynność rozporządzająca, warunkująca przejście własności. 

Przypadek 3
Zosia wraz z mężem odbiera książkę w antykwariacie.

Prawo polskie:
Właścicielem książki jest Zosia, gdyż odebrała książkę i była w dobrej wierze tj. nie wiedziała, że Edward sprzedał już książkę Józefowi (art. 169 § 1 Kodeku cywilnego).
Prawo niemieckie:
Właścicielem książki jest Zosia – poprzez odbiór książki doszła do skutku czynność rozporządzająca. Inaczej niż w prawie polskim jest to jedyna podstawa przejścia własności tj. dobra wiara Zosi lub jej brak nie ma znaczenia.

Przypadek 4
Do antykwariatu Edwarda przychodzi Ania. W tym czasie Edward przebywa na zapleczu, ale przy ladzie stoi jego 12 letni syn – Tomek. Tomek sprzedaje Ani unikalne wydanie „Potopu”, które kiedyś wraz z siostrą Jagodą otrzymał w prezencie od babci. Ania płaci cenę  w wysokości 1.000,00 zł, postanawia jednak, że odbierze książkę za 2 godziny. Po 2 godzinach Ania wraca do antykwariatu. Nie ma już w nim Tomka, jest jednak siostra Tomka – Jagoda. Jagoda wydaje książkę Ani. Jagoda ma skończone 18 lat.

Prawo polskie:
Właścicielem książki jest nadal Tomek. Tomek jako małoletni nie mógł bowiem zawrzeć z Anią umowy, na mocy której sprzedał książkę wartą 1.000 zł. Umowa ta jest bezwzględnie nieważna (art. 14 § 1 Kodeksu cywilnego) i w konsekwencji Ania nie nabyła skutecznie własności książki.
Prawo niemieckie:
Właścicielem książki staje się Ania. Czynność zobowiązująca jest co prawda wadliwa, gdyż została zawarta z małoletnim Tomkiem, ale ważna jest czynność rozporządzająca (odbiór książki od Jagody, będącej współwłaścicielką książki). Wadliwość czynności zobowiązującej nie wpływa na ważność czynności rozporządzającej. Ania przestanie być właścicielem książki dopiero, gdy Tomek lub Jagoda podniesienie skutecznie zarzut bezpodstawnego wzbogacenia. Odpadła bowiem podstawa do wydania książki Ani (dokonania czynności rozporządzającej), gdyż sprzedaż książki przez Tomka (czynność zobowiązująca) była nieważna.

Mam nadzieję, że dobrnęliście do końca przez antykwariat Edwarda ;-) komu się udało i czuje się lekko zaprzyjaźniony z prawem naszego sąsiada, temu proponuję integrację także w sferze kulturowej, a właściwie rozrywkowej. Polecam utwór niemieckiego zespołu (co prawda śpiewany po angielsku, niemiecki przez długość wyrazów nie nadaje się do tego by go śpiewać, chyba, że ma to być marszruta), którego słuchałam, pisząc dzisiejszy post:

1 komentarz:

  1. Nawet nie wiedziałam, że w ten sposób jest to uregulowane w prawie niemieckim. No proszę, krótko mówiąc.. my, Polacy, powinniśmy posiadać czarodziejską kulę, z której będziemy mogli się dowiedzieć, czy dana rzecz jest kradziona, czy też nie.. a Niemcy, jako Ci bardziej uporządkowani, stwierdzili: że po co mają sobie głowę czymś takim zaprzątać. Krótko mówiąc - nie miała baba kłopotu...

    OdpowiedzUsuń